Wywiad z Michałem Targowskim

 

WB - Czy zwierzęta cieszą się miłością władz?

 

MT - W zasadzie tak. Mogę to powiedzieć z perspektywy współpracy z kilkoma Zarządami Gdańska. Ponieważ będę kierował ogrodem wkrótce już dwunasty rok, wobec czego poznałem kilka Zarządów i mogę powiedzieć, że ta życzliwość niewątpliwie jest. Różnie się to ma do możliwości przelewania pieniędzy, ale zwierzęta cieszą się niewątpliwie większą lub mniejszą, ale zawsze sympatią. Dobrze, że zwierzęta nie są ością w oku zarządzających, a właśnie odwrotnie.

 

WB - Chciałbym na moment zatrzymać się przy wątku Pańskiej wypowiedzi, dotyczącym przelewów pieniężnych. Właściwie cała sprawa zaczyna się i kończy na tym banalnym skądinąd problemie. Następne pytanie brzmi: Czego lwy, małpy, węże, krokodyle itd. oczekiwałyby po nowej władzy?

 

MT - Ha, ha, ha ... Lwów nie ma, miały za ciasno. Oddaliśmy je do innego ogrodu, czekając na lepsze czasy. Tygrys ma zupełnie nieźle, ale też mógłby doczekać się większej przestrzeni. Obecnie mu się poprawiło. Nie jest już w klatce, a na wybiegu pod lasem. Natomiast ten lew, którego na razie nie ma, nie znaczy, że nie myśli o powrocie. On wróci, gdy będzie miał lepsze warunki. Mamy już projekt na zbudowanie pięknego, blisko dwuhektarowego wybiegu i na jego realizację chcielibyśmy otrzymać pieniądze. Byłby to jeden z piękniejszych wybiegów nie tylko w Polsce, ale może i w Europie. Może znajdzie się firma, która nam pomoże...

Miś oczekiwałby podobnych rzeczy. Strasznie naciskają mnie dziennikarze z Warszawy, aby zabrać cztery niedźwiedzie z takiego upadłego już zaplecza cyrkowego w Rybniku. No, chętnie bym je wziął, tylko nie mamy dla nich miejsca. Mówiło się, że może pojawi się jakiś sponsor, który nam zbuduje te wybiegi. To jednak nie są tematy pierwszoplanowe.

Zakończyliśmy budowę bardzo ładnego pawilonu dla gadów. Krokodyle chyba najwięcej zyskały. Trzy pomieszczenia - duże, przestrzenne z basenem dla trzech gatunków krokodyli. Teraz robimy tylko już dekoracje, ale sami. Została zbudowana kawiarnia - naprawdę fajna rzecz. Krokodyle mogłyby podziękować staremu Zarządowi.

Małpy też czekają na dalszy rozwój inwestycji. Część z nich chyli czoła i dziękuje. To są orangutany, szympansy, mandryle, ale część małp czeka ciągle w kolejce. Ten projekt realizujemy bardzo powoli.

 

WB - Z pańskiej wypowiedzi wynika, że rozwój budownictwa w oliwskim ogrodzie jest odbiciem stanu budownictwa w całym kraju?

 

MT - Wie Pan, jednostka budżetowa... ale i tak jesteśmy ponad przeciętną czy średnią. Moja małżonka jest nauczycielem tutaj vis-á-vis w V LO. Uważa to za wielką niesprawiedliwość, że nakłady na ZOO proporcjonalnie są większe niż na szkoły.

 

WB - Proszę teraz o uwagę i precyzyjną odpowiedź. Które ze zwierząt są najbardziej podobne w swoich zachowaniach do polityków?

 

MT - O matko!... Kiedyś coś takiego komuś już tłumaczyłem. Generalnie nie są polityczne i to je ratuje. Dlatego mają tylu zwolenników i odwiedzają je tłumy. Ale zwierzęta posiadają takie cech charakteru, o których moglibyśmy powiedzieć, że nie są zaszczytne. Czasem można powiedzieć: wręcz wredne. Nie twierdzę, że polityk musi być wredny, ale żeby być dobrym w tej polityce, trzeba być wrednym.

Niektórych cech naszych zwierząt politycy nie powinni mieć. Praktycznym przykładem są małpy, które bywają fałszywe. Na pierwszy rzut oka wdzięczne, przymilne, wzbudzające sympatię i zaufanie. Potem się okazuje, że są całkiem inne: fałszywe, wredne, zaborcze, chytre. Jakoś tę łapę wyciągają w oczekiwaniu po łakocie, aby coś dostać. Mamy takiego orangutana , który potrafi buźki dać, cmoknąć, uczesać się przymilnie i wykonać inne sztuczki. Nie takich jednak cech spodziewamy się po rasowym polityku...

Niektóre w moim odczuciu są zwierzętami bardzo szlachetnymi. Budzą zaufanie. Takie są słonie. O bardzo mocnym charakterze. Zdecydowane w działaniu i konsekwentne. Ale i pamiętliwe. Jeżeli słoniowi zrobi się krzywdę, potrafi nawet po latach ją wypomnieć. Zdarza się, że po kilku latach skarci swego prześladowcę. Słoń jest takim kapitalnym przykładem zwierzęcia, kierującego się nie tylko instynktem, ale i myślącego zarazem. On by mi pasował na takiego dobrego, rasowego polityka. Słoń się dobrze kojarzy. Przy takim tonażu musi być konsekwentny w działaniu.

Są zwierzęta - takie fiu bździu - zrobić dobry efekt, zaśpiewać, zaprezentować się pięknymi barwami, a potem okazuje się, że nie ma w nich charakteru. Nie bez powodu cechy znanych polityków w emitowanym kilka lat temu „Polskim ZOO” ubrano w skóry zwierząt. Do dzisiejszego dnia niektórych z nich kojarzymy z bardzo konkretnymi zwierzakami. Niektóre wzbudzają szacunek, inne nie pozwolą sobie w kaszę dmuchać.
Kondory moim zdaniem to symbol wierności, przywiązania, odpowiedzialności. Wierne sobie, dbające o wychowywane potomstwo. Zarówno samiec jak i samica. Wie pan, dbałość o następne pokolenie. Moglibyśmy sami korzystać, podglądając ten świat.

 

Może rzeczywiście warto zaprosić tutaj polityków, żeby sobie nieco pomyśleli?...