Gdy przed tygodniem opuszczałem dogasający II Przegląd Piosenki Prawdziwej, w parku otaczającym sopocką Operę Leśną rozlegał się upiorny śmiech. Nie sądzę, żeby był to chichot hieny, szakala czy Mariana Krzaklewskiego... Tak mogła śmiać się tylko Historia.


I Przegląd Piosenki Prawdziwej 20-22 sierpnia 1981 roku hala "Olivia"
na gdańskim Przymorzu 18 tysięcy widzów
bilety po 300 zł, czyli 2 dolary

 

20 lat temu dużo było Boga, sporo honoru i ojczyzny, ale najwięcej niewy-brednych żartów z Ruskiego. Publiczność złożona z robotników, studentów, uczniów i trzystu dziennikarzy, w tym wielu zagra-nicznych, rechotała i rżała, biorąc odwet za 17 września, Katyń i 35 lat sowieckiej niewoli. Sam pokładałem się ze śmiechu, słuchając prymitywnych dowcipasów o czerwonym syfie, by pięć minut później ronić łzy z powodu Janka Wiśniewskiego, który padł. Stawałem na baczność, gdy na baczność stał na scenie Jan Pietrzak i apelował, żeby Polska była Polską. Z otwartymi ustami słuchałem Macieja Pietrzyka, który z gitarą opowiadał o tych wypadkach, o tych dniach pełnych na-dziei, pełnych rozmów i sporów gorących, o tych nocach kiepsko przespanych, naszych sercach mocno bijących. Z Jackiem Kaczmarskim i Przemysławem Gintrowskim wyrywałem murom zęby krat, z Andrzejem Garczarkiem prosiłem, by przyjaciół nikt mi nie wybierał, wrogów poszukam sobie sam, dlaczego, kurwa mać, bez przerwy, poucza ktoś, w co wie-rzyć mam. To znaczy - wierzyć miałem, bo to było przed dwudziestu laty...

Mądra konferansjerka Daniela Olbrych-skiego, kpiąca scenografia Andrzeja Czeczota, drażniąca wszechobecność Macieja Zembatego, wieloznaczne wy-głupy Jacka Kleyffa, płaskie wygłupy Wałów Jagiellońskich, egzaltacja Anto-niny Krzysztoń, nieobecność Leonarda Cohena, Franka Zappy i Boba Dylana, niewidoczność cenzury, wysoki patronat Lecha Wałęsy i Andrzeja Wajdy. Wszyst-ko to, wymieszane z zapachem niezbyt często mytych robotniczych ciał i wciąż aktualnym wspomnieniem Sierpnia '80, tworzyło cierpki koktajl - mało wyrafino-wany, ale za to skutecznie dający w beret. Spijaliśmy ten napój ze sceny, pijani wolnością, zapatrzeni w solidarność i "Solidarność" NSZZ. Artyści, trochę przestraszeni tym, że wszystko (no - prawie wszystko) im wolno, w czynie społecznym odwalali swoją robotę za darmo, ale nie na darmo, czasem myśląc, częściej nie myśląc, ale zawsze wierząc. Jak misjo-narze niosący dobrą nowinę, nawracający z socjalizmu na prawdę, z zakłamania na nonkonformizm. Nie liczący się - jak to artyści - z ofiarami braku dobrego smaku, poprawności politycznej i przewidywania tego, co miało się stać 13 grudnia.

 

II Przegląd Piosenki Prawdziwej 31 sierpnia 2001 roku Opera Leśna w Sopocie 2 do 2,5 tysiąca widzów bilety po 60 zł, czyli 15 dolarów

 

Tylko ktoś wyjątkowo sentymentalny mógłby się w tym koncercie doszukać wspomnień sprzed 20 lat. Na trzy godziny przed rozpoczęciem imprezy Krystyna Prońko powiedziała w radiu, że nie zaśpie-wa, jeśli nie dostanie honorarium. "Za czym kolejka ta stoi..."? Za szmalem do kasy, do kaaasyyy! Szukam, gdzie moniaki, flota, geld, pożądam ich, pragnę, Ober a//es, ober Welt, więc czołgam się, węch wytężam i... Nie śmierdzi?... Nie! Forso, chwata ci! Zarabiać, żebrać, kraść, na giełdzie grać, ale duszę, całą duszę mamonie dać [3].

Jest kapitalizm, zatem kontestato-rzy, buntownicy, bardowie, prześmiewcy, artyści nieugłaskani -jak napisano w pro-gramie - śpiewają za pieniądze przeciw-ko kapitalizmowi, głosząc zawiedzione nadzieje, wygrażając komercji, czkając antyglobalizmem. Trzeba mieć nieźle rozdmuchaną wyobraźnię, żeby nie za-uważyć boleśnie upływającego czasu... Czas to pieniądz, więc się śpiewa. Się śpiewa: ciepło o rosyjskiej dziwce, senty-mentalnie o miłości dwojga żebraków, gniewnie o polityce, sarkastycznie o sobie.

Ale przecież Kleyff prawie się nie zmie-nił: wciąż nosi przykrótkie spodnie i jest ironicznie inteligentny. W Kaczmarskim jest niemal tyle samo ognia co dawniej. Idealizm Zembatego to chyba wrodzona i nieuleczalna choroba. A przecież 20 lat stanowi statystycznie jedną trzecią życia ssaka z gatunku homo sapiens w tej sze-rokości geograficznej i na tym stopniu rozwoju społeczno-ekonomicznego ssaki z Komisji Krajowej "Solidarność" NSZZ orzekły, że artysta Zembaty dopuścił się grzechu rozpowszech-niania pornografii, ponieważ napisał o żydowskiej dziewczynce gwałconej w usta przez Polaków w Jedwabnem, oraz cięższego grzechu świętokradz-twa, albowiem ośmielił się napisać, iż nie wierzy papieżowi, bo zbyt surowy jest - na starość zapomina, że człowiek kocha grzech[4]. Dlatego ssaki z "Soli-darności" NSZZ postanowiły odebrać II Przeglądowi Piosenki Prawdziwej swój honorowy patronat. I pomyśleć, że przed laty "Solidarność" NSZZ postu-lowała zniesienie cenzury...

Mimo to ssak Czajkowski Leszek, zwany bardem prawicy, powiedział na scenie, że wciąż wierzy w "Solidarność", co pu-bliczność przyjęła ze zrozumieniem, ale i z obawą o psychiczne samopoczucie barda. Ssak Czajkowski na sopockiej estradzie dopierdalał komuchom, jak gdy-by czas się zatrzymał, a potem cofnął o 20 lat. Z kolei ssak o nazwisku, jeśli się nie mylę, Sikora, również cofnięty (nie tyl-ko w czasie), melorecytował o żydow-sko-czieriezwyczajnym pochodzeniu SLD. Skrzywiony niesmakiem Andrzej Ponie-dzielski, więcej niż konferansjer, zauwa-żył, że każda psota jest kwestią kwoty. Nie ujawniono honorariów ssaków Czajkowskiego i Sikory. Historia, która tydzień temu chichotała pośród drzew, nie jest ani tanią kurwą, ani mniszką, ani nawet daleką kuzynką Kaju-sa Augustyniaka, rzecznika prasowego "Solidarności" NSZZ. Historia to wyrozu-miała dama, która dopuszcza, by Andrzej Rosiewicz najpierw śpiewał w "Olivii" o żądaniu "Prawdy jako chleba", a potem wołał za Gorbaczowem "Michaił, Michaił". Historia zna takie przypadki jak ten, że Kaczmarski dostaje order od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, a Czeczot rysuje w "NIE", gdzie jeszcze kilka lat temu pisała Małgorzata Bratek, uczestniczka I Przeglądu Piosenki Prawdziwej. Janka Wiśniewskiego, który padł, Historia częściej wymienia w filmowych "Psach" niż wśród poległych chłopców z Grabówka i Chylonii.

Jeśli więc dama o imieniu Historia śmiała się w Sopocie do łez, to musiała mieć naprawdę ważny powód. Stawiam na to, że wyśmiewała tych wszystkich, którzy sądzili, iż można drugi raz wejść do tej samej rzeki.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI Fot. ŁUKASZ BANASIK

1 "Piosenka dla córki", słowa Krzysztofa Kasprzyka

2 "Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał", słowa Andrzeja Garczarka

3 "Łowca", słowa Kurta Tucholskiego w tłumaczeniu Romana Kołakows-kiego

4 "Nebraska", słowa Macieja Zembatego