II Przegląd Piosenki Prawdziwej. Prawo do własnych poglądów

 

Rozmowa z przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność" JANUSZEM ŚNIADKIEM

 

- Skąd się wziął pomysł zorganizowania II Przeglądu Piosenki Prawdziwej?

- W tym roku mija 20 lat od I Przeglądu Piosenki Prawdziwej. Nawiązanie do imprezy, która stanowiła ważną kartą w historii "Solidarności", jest czymś naturalnym. Chcieliśmy również, aby koncerty, które tradycyjnie odbywają się 31 sierpnia, miały wyż-szy poziom niż do tej pory. Fakt, że pojawiło się grono osób, które 20 lat temu organizowało koncert piosenki zakazanej, dobrze wróżył tegorocznemu koncertowi. To były okoliczności przemawiające za tym, aby zorganizować II Przegląd Piosenki Prawdziwej. Jedyną trudność stanowiły kwestie finansowe. Sytuację mocno skomplikowała lipcowa powódź, po której Związek przekazał wiele pieniędzy na pomoc powodzianom, jednak pomimo to zdecydowaliśmy się wesprzeć finansowo festiwal, a także pozyskać sponsorów.

- Czy w umowie między organizatorami festiwalu a "Solidarnością" znalazły się jakieś uzgodnienia co do treści utworów, które miały być wykonywane w czasie koncertu?

- To były najdelikatniejsze kwestie przy organizowaniu II Przeglądu Piosenki Prawdziwej. 20 lat temu główną ideą festiwalu zakazanych piosenek była walka o prawdę i walka z cenzurą. Nie mieściło nam się w głowie, abyśmy teraz zapisywali jakieś ograniczenia dla artystów.

- Nie było nawet żadnych uzgodnień, choćby ustnych?

- Była pewna niepisana umowa, że my gwarantujemy artystom swobodę, z drugiej strony organizatorzy zapewnili nas, że nie pojawią się teksty, które mogłyby obrazić uczucia osób słuchających koncertu. Pewną gwarancją wysokiego poziomu imprezy były osoby, które weszły w skład rady programowo-artystycznej.

- "Solidarność" przyjęła patronat i przekazała pieniądze, z drugiej strony ludzie organizujący festiwal dawali, przynajmniej tak się wydawało, gwarancje wysokiego poziomu. Dlaczego więc Związek wycofał się z patronatu w dniu imprezy?

- Bezpośrednim powodem decyzji było opublikowanie w prasie wybrzeżowej kilku tekstów piosenek. Wybór był bardzo niereprezentatywny, wybrano kilka tekstów najbardziej kontrowersyjnych. Reakcje, jakie do nas dotarły od członków Związku, spowodowały, że podjęliśmy decyzję o wycofaniu się z patronowania koncertowi. Muszę przypomnieć, że występowaliśmy jako gospodarz i mieliśmy święty obowiązek dopilnować, aby żaden z zaproszonych gości nie poczuł się dotknięty lub urażony w czasie koncertu.

- Całej imprezie towarzyszyła specyficzna atmosfera w mediach. Wszystko zaczęło się od konferencji prasowej, na której jeden z organizatorów powiedział, iż sponsorami nagród są między innymi prezydent Kwaśniewski z małżonką, a prowadzone są również rozmowy z Millerem i Oleksym. Informacja ta spowodowała, że część związkowców zrezygnowała z zakupu biletów.

- Jest faktem, że rezonans po wspomnianej konferencji prasowej opisanej przez lokalne media był duży. Wypowiedź Macieja Zembatego o sponsorowaniu przez postkomunistów festiwalu co prawda została później przez organizatorów zdementowana jako żart, jednak część dziennikarzy przekazało tak tę wypowiedź, że wielu czytelników nie odczytało tego jako dowcip. Było to zresztą jednym z powodów zmniejszenia zainteresowania koncertem, na przykład wiele komisji zakładowych naszego Związku rezygnowało z zakupu biletów. Zaczęliśmy tę sprawę wyjaśniać i od organizatorów otrzymaliśmy zapewnienie, że był to tylko żart.

- "Dziennik Bałtycki" opublikował artykuł, w którym była mowa, że prezydium Komisji Krajowej wezwało na "dywanik" Macieja Zembatego i chciało cenzurować przegląd. Czy to prawda?

- 31 sierpnia stało się coś złego. Zostały naruszone fundamentalne zasady, za którymi opowiedzieliśmy się w 1980 roku. Walczyliśmy wtedy o prawdę i prawo do swobodnego wyrażania swoich poglądów. Oskarżenie wydrukowane w "Dzienniku Bałtyckim", jakoby Maciej Zembaty był wzywany do Komisji Krajowej na dywanik i nakłaniany do wycofania któregoś z utworów, jest kłamstwem. To zdarzenie nie miało miejsca. Nie przyszło nam nawet do głowy cenzurować festiwalu. Wobec faktu wydrukowania tekstów w kilkudziesięciotysięcznym nakładzie w gazecie, to czy będą one wykonane również w Operze nie miało już wielkiego znaczenia. Jedyne co mogliśmy zrobić reagując na głosy oburzenia wywołane kontrowersyjnością wydrukowanych tekstów, to wycofanie naszego patronatu. W przeddzień koncertu spotkaliśmy się z organizatorami i artystami, z którymi rozmawialiśmy o tej sytuacji. Na tym spotkaniu, w obecności dziennikarza "Dziennika Bałtyckiego", padły słowa, że "Solidarność" nie robiła żadnych sugestii co do zdjęcia jakiegokolwiek tekstu z programu. Ów dziennikarz musiał mieć świadomość, że w drukowanym właśnie wtedy artykule, który ukazał się dnia następnego, są kłamliwe stwierdzenia. Zawarł w nim ciężkie oskarżenie "Solidarności", a jednocześnie nie zdobył się na zapytanie drugiej strony.

- Dlaczego "Solidarność" nie próbowała wyjaśnić pewnych spraw na łamach prasy lokalnej?

- Sprostować informację, jakoby "Solidarność" cenzuruje koncert, było bardzo trudno. Wiadomość była zbyt sensacyjna i smakowita, a sprostowania nie miały szansy się przebić. Zresztą "DB" odmówił wydrukowania jednego z nich. Mamy prawo do posiadania własnych poglądów i prawa decydowania o tym, jakiemu rodzajowi wydarzeniom chcemy patronować. Myślę, że jest to prawo równie święte, jak prawo artysty do swobodnej wypowiedzi. Nie można powiedzieć, aby którekolwiek z tych praw było nadrzędne wobec drugiego. Stąd nasza rezerwa i powściągliwość, niestety zabrakło takiej powściągliwości po drugiej stronie. Możliwe, że organizatorzy uznali, iż na bazie skandalu zwiększy się zainteresowanie biletami na imprezę i przeliczyli się.

- Czy wraz z wycofaniem patronatu wstrzymaliście sponsoring festiwalu?

- Środki finansowe przekazaliśmy już wcześniej, pozyskaliśmy też kilku sponsorów. Pewne sprawy domykaliśmy jeszcze po festiwalu. "Solidarność" wywiązała się ze wszystkich swoich zobowiązań finansowych wobec organizatorów, nawet z nawiązką.

- Czy w przyszłym roku odbędzie się III Przegląd Piosenki Prawdziwej?

- Na festiwalu wystąpiło wielu znakomitych artystów wykonujących rzeczy dawne wywołujące łezkę w oku, jak i rzeczy nowe na wysokim poziomie artystycznym. Byłoby rzeczą bardzo niedobrą, gdyby festiwal ten pozostawił wrażenie konfliktu między środowiskiem "solidarnościowym" a artystycznym. Jesteśmy wdzięczni artystom, że mimo wszystko koncert się odbył. Ubolewam, że przy okazji wyrządzono krzywdę "Solidarności" rzucając nieprawdziwe oskarżenie. Opowiadanie w wolnej Polsce, że trzeba walczyć z cenzurą jest śmieszne. Dziś mamy do czynienia z nadmierną swobodą wypowiedzi, a może wręcz brakiem odpowiedzialności za słowo. Powinniśmy walczyć o prawdę i elementarną uczciwość.

- Może należy zrewidować sposób podejścia do dziedzictwa "Solidarności" i tego rodzaju imprezy, jak większość spraw w dzisiejszym świecie, obwarować szczegółowym kontraktem, gdzie dokładnie określono wszystkie aspekty przedsięwzięcia. Bezpowrotnie minęły czasy, gdy robiło się pewne rzeczy opierając się tylko na zaufaniu.

- Być może nie będzie innego wyjścia. Przyznam jednak, że refleksja, iż nie można ufać sobie nawzajem, jest bardzo gorzka.

Rozmawiała: Małgorzata Kuźma

 


 

Drukujemy tekst sprostowania Zarządu Regionu, którego publikacji odmówiła redakcja "Dziennika Bałtyckiego"

 

Po II Przeglądzie Piosenki Prawdziwej. Uporządkujmy fakty

 

W związku z publikacją Oświadczenia organizatorów II Przeglądu Piosenki Prawdziwej "Zakazane Piosenki?" ("Dziennik Bałtycki" nr 208 z 06 września 2001 r.) oraz wcześniejszymi artykułami redakcyjnymi na ten temat ("Dziennik Bałtycki" nr 203, 204 i 205 z 31 sierpnia, 1, 2 i 3 września br.), w których oskarża się NSZZ "Solidarność" o cenzurowanie, kneblowanie artystów uczestniczących w Przeglądzie oraz fiasko finansowe tego przedsięwzięcia, należy przywołać wszystkie dotyczące tego wydarzenia fakty.

Stosowne umowy patronackie i finansowe podpisano w sierpniu br. Zgodnie z nimi II Przegląd Piosenki Prawdziwej stał się oficjalnie elementem obchodów XXI rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ "Solidarność". Jednocześnie werbalnie obie strony uzgodniły, że planowana impreza odbędzie się z poszanowaniem godności i uczuć, jakie w sposób oczywisty musi towarzyszyć temu świętu.

Tak jednak się nie stało. Bo oto w "Dzienniku Bałtyckim" (nr 202 z 30 sierpnia 2001 r.) ukazała się specjalna wkładka na temat Przeglądu, w której pomieszczono teksty niektórych spośród utworów zaplanowanych do wykonania w Operze Leśnej. Tu trzeba zacytować choćby fragment wydrukowanego tekstu piosenki Macieja Zembatego "Maleńki rynek":

(...) Bo maleńki jest rynek w Jedwabnem
Kościółek i synagoga... itd.
Gdy część Żydków skwierczała w stodole
Bo nie dało się wszystkich tam upchać
Wzięli Ryfkę chłopaki na pole
I gwałcili normalnie i w usta
Ona szybko pobladła jak chusta
I umarła od polskiej siekiery
Odrąbali jej główkę prześliczną
zagrali nią w nogę na miedzy...

Zgodnie uznaliśmy ten tekst za obrażający w sposób niegodny uczucia Polaków i Żydów. Teksty innych przygotowanych na ten wieczór piosenek, jak choćby tej o Ojcu Świętym, trudno nawet komentować.

Wobec powyższych faktów prezydia Komisji Krajowej oraz Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność" jednomyślnie zdecydowały o wycofaniu patronatu Związku nad II Przeglądem Piosenki Prawdziwej. Tę decyzję oznajmiono dyrektorowi i producentowi imprezy, następnie podczas nocnego spotkania artystom mającym wziąć udział w Przeglądzie. Jednocześnie wszyscy zainteresowani zostali poinformowani o całkowitym wywiązaniu się "Solidarności" z mecenatu i umów finansowych. Przegląd miał się odbyć, a wycofanie patronatu nastąpić w sposób bezkonfliktowy, bez szkody dla artystów i samej imprezy - ale też bez szkody dla Związku i gości uczestniczących w obchodach Sierpniowej rocznicy. Dlatego też komunikat o swojej decyzji "Solidarność" przekazała mediom dopiero następnego dnia, na kilka godzin przed koncertem.

Jednak organizatorzy Przeglądu, jak się okazało, chcieli wykorzystać zaistniałą sytuację na swój sposób. Nim jeszcze zdążyliśmy przekazać mediom komunikat, na łamach "Dziennika Bałtyckiego" opublikowano oskarżycielski tekst zawierający kilka poważnych kłamstw, a to mianowicie, że Maciej Zembaty był przez prezydium KK NSZZ "Solidarność" wzywany na "dywanik" oraz zmuszany groźbami przez związkowych cenzorów do usunięcia z programu Przeglądu grafomańskich piosenek.

Oświadczam więc kategorycznie, że nic takiego nie miało miejsca. Związek wywiązał się wobec organizatorów i artystów ze wszystkich powziętych umów. Przez cały okres przygotowań do Przeglądu, a także długo po nim biuro organizacyjne Przeglądu bez przeszkód korzystało ze sprzętu technicznego, samochodów i pomieszczeń hotelowych na koszt "Solidarności". Związek wypełnił wszystkie zobowiązania finansowe na długo przed dniem koncertu. O tym jednak, czy swoim szyldem mamy firmować nieodpowiedzialne wybryki kogokolwiek, mamy prawo i obowiązek decydować sami. Bez szkody dla organizatorów, wszystkich znakomitych artystów biorących udział w Przeglądzie i przede wszystkim bez uszczerbku dla samej "Solidarności".

 

Z poważaniem

Dariusz Wasielewski

rzecznik prasowy Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność"

Gdańsk, 6 września 2001 r.