DRAMAT BARDA

 

Po klęsce nie pierwszej podnosząc przyłbicę, przechodzą jak we śnie ostatnie granice - to słowa jednej z piosenek Jacka Kaczmarskiego.

Jeszcze latem ubiegłego roku śpiewak dawał kilka koncertów w Cotton Clubie i w Atelier w Gdańsku, żartując, że jest "pomnikiem na chwiejącym się cokole". Do Gdańska przywiodło go serce, zakochał się w gdańszczance.

Kilka dni temu w środowisku gruchnęła wieść, że największy bard "Solidarności" ma raka przełyku. Wokół Jacka gromadzą się przyjaciele i artyści, którzy zamierzają dawać koncerty, by ratować zdrowie poety i śpiewaka.

 

Chęć walki

 

- Wiedziałem, że Jacek Kaczmarski jest chory, ale nie myślałem, że to coś bardzo poważnego - mówi Bogdan Borusewicz. - Najważniejsza w tej chorobie jest chęć w Wiem to, bo miałem podobny problem w najbliższej rodzinie. To znakomity wykonawca, obecny w naszych domach wstanie wojennym za sprawą Radia Wolna Eurol Osobiście najbardziej cenię jego liryczne i filozoficzne piosenki. Trzeba wierzyć, że współczesna medycyna poradzi sobie z jego chorobą.

 

Pogodny fatalista

 

Z otaczającym go od lat mitem barda Jacek Kaczmarski radzi sobie pisząc bardziej zdystansowane, ironiczne i niezaangażowane piosenki, na przykład utwór, w który jak refren powtarzają się słowa niedowierzania "Coś ty?". W 2001 roku śpiewał jubileuszowe recitale z okazji dwudziestopięciolecia twórczości, w których przypomina najbardziej znaczące pieśni podziemia: "ŚwiadkóvJ', "Rublowa" czy "Balladę wrześniową" i promował swoją najnowszą płytę "Dwie skały". Zapowiadał już następną pisaną w Australii, a zatytułowaną "Mimochodem".

- Nie jestem przesądny. To prawda, że w stanie wojennym użyłem wymówki o chorobie na raka, by ściągnąć do Francji moją żonę. Ale myślę, że bliższe niż jakikolwit fatalizm jest to, co powiedziała Agnieszka Holland, iż los zwraca mi uwagę, że przede wszystkim powinienem pisać - mówi Jacek Kaczmarski. - Choroby są dla ludzi, tak wielu groźnych sytuacji udało mi się w 'ryciu uniknąć, że dziś jestem pogodnym fatalistą.

 

Będą śpiewać dla Jacka

 

W końcu tygodnia Kaczmarski wyjeżdża na kurację do Austrii, tam zaproponowano mu najbardziej adekwatne do schorzenia metody leczenia.

- Jacek Kaczmarski jest świadkiem wydarzeń lat osiemdziesiątych, a jego teksty są dokumentem tamtych czasów. Często powstawały na gorąco, a wiele z nich możr nazwać hymnami ruchu oporu - mówi Tolek Filipkowski, gdański bard tamtych lat. - Jest wiele osób, które dzięki jego piosenkom zaczęło śpiewać. Jacek Kaczmarski często wskazuje na powracalność, powtarzalność pewnych zdarzeń w historii. Wówczas pisał "ku pokrzepieniu serc", dziś jego teksty także dodają otuchy. Grono przyjaciół Jacka Kaczmarskiego związane z festiwalem "Zakazane piosenki" ma zamiar zorganizować w Gdańsku koncerty, z których dochód będzie przeznaczony na kosztowne leczenie. Wiadomo, że dwa koncerty odbędą się pod koniec kwietnia wteatrze Wybrzeże i w kaku. Wystąpią wszyscy gdańscy artyści, którym Kaczmarski jest bliski. Już swój występ zadeklarowało silne grono gdańskich jazzmanów.

- Znam Jacka Kaczmarskiego od lat 70., od czasów Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie, którego był trzykrotny laureatem - mówi kompozytor Jacek Kleyff. - Najcieplej wspominam te czasy, w których spotykaliśmy się w salonie Anny Walendowskiej (wnuczki Wańkowicza), na wolnościowych i artystycznych imprezach. Jac był dla wszystkich prawdziwym odkryciem. W ogóle nie przyjmuję do wiadomości, że jego choroba jest nieuleczalna i z chęcią wystąpię w każdym koncercie na rzecz Jacka.